World Tour Olsztyn: dobry dzień dla Polaków

Za nami pierwszy dzień World Touru w Olsztynie. Polscy kibice podziwiali dziś grę 7 swoich par. Już dziś widać było, że wiele zespołów podchodzi do turnieju jak do ostatecznego sprawdzianu przed Mistrzostwami Świata w Austrii.
Piotr Sumara

W zawodach w Olsztynie wystartowało aż 11 polskich par. Niestety żadna z 4 drużyn grających w eliminacjach nie zakwalifikowała się do turnieju głównego. Zarówno Łodej/Orlicka, jak i Paszkowski/Łysikowski i Kądzioła/Makowski gładko przegrali swoje mecze. Najbliżej zwycięstwa byli Ociepski i Łukasik z Teamu Proskos, ale i oni ostatecznie zeszli z boiska pokonani. Oznaczało to, że od dziś polscy kibice licznie zgromadzeni nad Jeziorem Ukiel mogli podziwiać 7 naszych reprezentacji – 3 żeńskie i 4 męskie. 

Kobiety walczyły ze zmiennym szczęściem

Jako pierwsze na boisko wybiegły dziś Kłoda i Strąg. Zadanie było arcytrudne, ponieważ rywalkami były Laboureur/Sude. Niemki w Olsztynie rozstawione są z dwójką i były zdecydowanymi faworytkami tego spotkania. Pierwszy set był jednak zaskakująco dobry dla Polek, które przegały ledwie 3 punktami (18:21). Kolejna partia była prawdziwym pokazem siły rywalek, które zmietły Martynę i Dorotę z boiska, oddając im tylko 9 punktów. W popołudniowym meczu o życie Polki rywalizowały z Birlova/Makroguzova. Rosjanki dominowały na placu gry od samego początku i pewnie zwyciężyły 2:0 (16:21, 13:21). Tym samym Kłoda i Strąg pożegnały się z zawodami.

Na pożarcie w pierwszym swoim meczu skazywane były Kociołek i Gromadowska. Nic dziwnego, skoro ich przeciwniczkami była turniejowa jedynka – Larissa i Talita z Brazylii. Nasze dziewczyny dzielnie jednak stawiły czoła faworytkom, które mimo to wygrały pierwszą partię do 17. W drugim secie po fenomenalnej końcówce Katarzyna i Aleksandra triumfowały 24:22. W tie breaku oba zespoły szły łeb w łeb. Gdy tylko któryś z teamów zdobywał dwu punktowe prowadzenie, drugi natychmiast odrabiał straty. Tak było do stanu 11:11. Wtedy Brazylijski skończyły swoją akcję, po czym sprawiły Polkom wiele kłopotów zagrywką między nasze zawodniczki. Gromadowska dała radę przyjąć trudną piłkę, ale pomyliła się w ataku i na tablicy pojawił się rezultat 11:13. Takiej okazji faworytki nie mogły zmarnować i wygrały 13:15. Kibice nagrodzili Kasię i Olę gromkimi brawami za świetną grę. Niestety w kolejnym spotkaniu nasze siatkarki zaprezentowały się dużo gorzej, przegrywając z Lehtonen/Lahti 0:2. Zwłaszcza pierwszy set był dużym rozczarowaniem – zakończył się wynikiem 9:21. W kolejnym Kociołek i Gromadowska poprawiły przyjęcie zagrywki, co pozwoliło toczyć wyrównaną walkę z reprezentantkami Finlandii. W kluczowych momentach Polki kilkukrotnie posłały piłkę w aut i to ich oponentki pozostały w turnieju (18:21).

Honor żeńskiej reprezentacji Polski musiały ratować Kołosińska i Gruszczyńska. W pierwszym swoim spotkaniu bardzo pewnie pokonały Sinisalo i Ahtianinen z Finlandii. Wynik 21:10 i 21:13 mówi sam za siebie. Dużo trudniej było w meczu o pierwsze miejsce w grupie. Kinga i Jagoda były już pewne awansu do fazy play off, ale triumf w drugim spotkaniu dałby im bezpośredni awans do drugiej rundy. Po przeciwnej stronie siatki stanęły jednak Walsh-Jennings/Branagh i to doświadczone zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych były faworytkami tego spotkania. Udowodniły to w pierwszej partii, wygranej do 13. Od drugiego seta kibice tłumnie zgromadzeni przy boisku numer 3, byli świadkami bardzo emocjonującego widowiska. Kinga i Jagoda po asie i bloku odskoczyły na 2:0. Rywalki szybko odrobiły straty. Polki – głównie dzięki świetnym blokom Kołosińskiej – jeszcze kilkukrotnie zyskiwały przewagę (7:5, 11:8, 17:14), ale Amerykanki każdorazowo błyskawicznie ją odrabiały. Gdy wyszły na prowadzenie 18:19, wydawało się że uda im się przełamać nasze zawodniczki i wygrać 2:0. Wtedy jednak koncertowo zagrały nasze panie. Najpierw po bardzo długiej akcji wyrównały na 19:19, następnie Kinga pewnie skończyła przechodzącą piłkę, a przy stanie 20:19 z przyjęciem zagrywki nie poradziła sobie Branagh i było 1:1. Tie breaka zdecydowanie lepiej rozpoczęły Amerykanki (4:8). Fenomenalna gra Jagody w kontrze i Kingi w bloku doprowadziły jednak do stanu 13:12. Gdy Polki prowadziły 14:13 doświadczona Nicole posłała plas w siatkę i Kołosińska z Gruszczyńską mogły cieszyć się z pierwszego miejsca w grupie.

Dobra postawa męskiej reprezentacji

Podobnie jak Kociołek i Gromadowska również Prudel i Kujawiak trafili na jednych z faworytów do triumfu w całym turnieju. Mecz z Samoilovsem i Smedinsem był pojedynkiem nie tylko siatkarskim, ale i kibicowskim. Jak co roku na Warmię i Mazury ściągnęły całe zastępy fanów łotewskiego beach volleya, które gorąco dopingowały swoich ulubieńców. Ku zaskoczeniu audytorium to Polacy pierwsi uzyskali przewagę (8:5). Rywale szybko odrobili straty (9:9), ale kolejne 3 piłki padły łupem naszych siatkarzy i było 12:9. Janis i Alexander pierwszy raz na prowadzenie wyszli przy stanie 12:13. Wtedy Smedins popisał się dwoma widowiskowymi blokami na Kujawiaku i atakiem z drugiej piłki i było już 12:16. Łotysze pewnie dociągnęli przewagę do końca seta, wygrywając do 16. Początek drugiej partii znów należał do Polaków. Po asie i kontrze Kacpra było 3:1. W kolejnej akcji Mariusz dołożył serię 3 bloków, ale dopiero ten ostatni przyniósł jego drużynie punkt (6:2). Dzięki świetnej grze w tym elemencie oraz fenomenalnie postawie Kujawiaka w kontrze nasi siatkarze powiększyli przewagę do 16:8. Przy tak dobrej grze doprowadzenie do tie breka wydawało się formalnością i tak też się stało (21:13). W decydującej partii publiczność długo podziwała grę punkt za punkt. Przy stanie 10:11 udaną kontrą popisał się Samoilovs i okazało się to kluczowym momentem seta. Łotysze utrzymali dwu punktową przewagę, wygrywając 13:15. 

Bardzo dobrze zaprezentowali się dzisiaj Fijałek i Bryl. Ich rywalami byli Horst i Seidl. Po kilku błędach Austriaków i bloku Michała było już 6:2. Nasi sąsiedzi jednak szybko doprowadzili do wyrównania 8:8. Polacy dużo skuteczniej zagrali w końcówce tego seta i zwyciężyli 21:18. Druga partia wyglądała jeszcze lepiej. Dzięki świetnej grze w bloku Bryla i asie serwisowym sędzia wskazał wynik 20:15. Wtedy jednak kapitalną zagrywkę wykonał Horst i polscy kibice na moment zamarli. Wtedy Grzegorz pewnie przyjął piłkę i pewnie splasował ją za blok, dając swojej drużynie zwycięstwo 21:17. Jutro o pierwsze miejsce w grupie Polacy zagrają z Bruno i Alisonem z Brazylii.

Trudne spotkanie czekało również na Rudola i Szałankiewicza. Ich oponentami byli bracia Grimalt, słynący z mocnej zagrywki. Początek pierwszego seta był wyrównany (8:8), ale Chilijczycy po dwóch błędach Jakuba wyszli na prowadzenie 13:15. Po kolejnym aucie było już 15:18, a set zakończył się wynikiem 18:21. Druga odsłona tej rywalizacji wyglądała dużo lepiej. Polacy prowadzili nawet 15:12, ale rywale doprowadzili do wyrównania, a następnie po dwóch blokach na Rudolu mogli cieszyć się z awansu do fazy play off (20:22). Nasi siatkarze w meczu o pozostanie w turnieju zmierzą się jutro z Alvaro Filho i Saymonem. Brazylijczycy są faworytami tego spotkania, ale w ostatnim bezpośrednim spotkaniu to Polacy byli górą. Wierzymy, że jutro będzie podobnie.

Łatwego zadania nie mieli także Łosiak i Kantor, którzy spotkali się z George/Vitor Felipe. Do stanu 12:12 zawodnicy toczyli wyrównaną rywalizację. Wtedy dzięki kontrze, punktowi zdobytemu palcami oraz blokowi Bartosz i Piotr wyszli na prowadzenie 17:14. Rozpędzeni Polacy nie dali się już zatrzymać i zwyciężyli 21:15. Druga partia była bardzo zacięta od samego początku. Nasi siatkarze dwukrotnie prowadzili (8:5 i 16:14), ale Brazylijczycy szybko odrabiali straty. Gdy poprosili o przerwę medyczną, zdawać się mogło że zwycięstwo jest już blisko. Ostatecznie po świetnym bloku Felipe, było 1:1 w setach (23:25). Tie breaka rewelacyjnie zaczęli Polacy. Po kilku blokach i kontrach było już 8:3. Rywale konsekwentnie odrabiali straty, ale gdy sędzia wskazał wynik 14:11 dla Polski, publiczność była pewna wygranej. George i Felipe doprowadzili jednak do stanu 14:13 i dopiero wtedy Kantor zakończył to spotkanie. Jutro nasi siatkarze zmierzą się z Virgenem i Ontiverosem z Meksyku. Już dziś są jednak pewni awansu do fazy play off. 

Autor: Jacek Kubiak

Czytaj również