Ostatnie dni przygody Ekipy Wole(j)malucha

Choć nie wszyscy wierzyli w trójkę wielkopolan, swoim Fiatem 126p odwiedzili już 14 krajów i są w drodze do domu! Kontynuując jazdę wybrzeżem, z Gibraltaru maluch dotarł kolejno do Hiszpanii, Francji, Włoch, Szwajcarii i Austrii. Podróżnicy, pod względem siatkówki, najbardziej nie mogli doczekać się pobytu w Barcelonie. Czy stolica Katalonii podołała ich oczekiwaniom, a maluch bezusterkowo pozwolił cieszyć się z europejskiej przygody? Zobaczcie sami!

Barcelona i Walencja żyją siatkówką

Hiszpanie biało-pomarańczowego Fiata podziwiać mogli w 3 miejscowościach: Fuengiroli, Walencji i Barcelonie. Pierwsza z nich urzekła ich głównie życiem nocnym, a Julia, Marcin i Łukasz śmieją się, że dobrze jest czasami zarwać nockę nie ze względu na nocowanie w maluchu. Dotychczas ten mały samochód służył im za łóżko aż 12 razy! Siatkarze nie mogą się zdecydować, czy na siatkarskie wakacje wybraliby Walencję, czy Barcelonę. Obydwa te miasta plażówką bez wątpienia żyją. W pierwszym z nich Marcin i Łukasz rozegrali mecz z parą Pedro Chaparro/Daniel Jaworowicz, wygrywając 2:1. Okazało się, że zarówno jeden, jak i drugi podobnie jak Julia i Marcin związani są z Poznaniem. Pedro organizował tam kampy z siatkówki plażowej, Daniel natomiast do Walencji przyleciał z Puszczykowa, specjalnie po to, aby móc tu trenować. Boiska znajdują się na plaży Malvarrosa Beach, a przy nich bar ze zdrowymi przekąskami i morze! O przeciwników też nie trzeba się martwić. Wieczorem, kiedy temperatura jest bardziej sprzyjająca, plaża zapełnia się graczami. Odbywają się tam też treningi, szkolenia i spotkania, w których można wiąć udział.

W Barcelonie siatkarze z malucha celowo nie umówili meczu z góry, chcieli dać się siatkarsko zaskoczyć. Udali się na plażę Mar Bella, a ich oczom ukazała się taka ilość boisk, że nie byli w stanie ich policzyć! Piłkę odbija tam każdy: mama z córką, wnuczka z babcią, znajomi i nieznajomi, naprawdę motywujący widok. Plażówkę w tym kraju wyróżnia też to, co w Polsce wciąż raczkuje, czyli grające kobiety! W Hiszpanii na boiskach znajdowało się równie dużo przedstawicielek płci pięknej, co mężczyzn. I wszystko byłoby wprost idealnie, gdyby tylko poziom gry był nieco wyższy. Ekipa Wole(j)maluch rozegrała kilka spotkań, ale znalezienie przeciwników, którzy nie zajmują się graniem jedynie rekreacyjnie, wcale nie było takie łatwe. Niemniej jednak, ta część Hiszpanii to zdecydowanie dobry wybór dla kogoś, kto chciałby połączyć wypoczynek z siatkówką.

A jeśli o plażowaniu mowa, to ekipa Wole(j)maluch w końcu doczekała się ciepłej wody w morzu! Barcelona i Walencja posiadają ogromny atut: dostęp do morza, które jest zbawieniem nie tylko po zaciętym meczu, ale także intensywnym zwiedzaniu! A jest co oglądać, szczególnie w Barcelonie. Julia, Marcin i Łukasz ze względu na specyfikę swojej wyprawy, zdecydowali się na skorzystanie z opcji ,,Jeden dzień w Barcelonie" i dzięki poradom z blogów podróżniczych, udało im się zobaczyć najważniejsze miejsca. Stolica Katalonii zachwyca pogodą i piękną architekturą, a zaskakuje jedzeniem. Hiszpańskim przysmakiem jest Paella, czyli ryż z warzywami, mięsem lub krewetkami. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Katalonia słynie z czarnej odmiany tego dania, w którym ryż barwiony jest na czarno atramentem z kałamarnicy. Poza tym, Hiszpanie nie lubią marnować żadnej części zwierzęcego ciała, dlatego na najstarszym targu w Barcelonie - La Boqueria, można kupić móżdżki, głowy królików i kur, a nawet bycze jądra! Mają kulinarną fantazję!

Welcome to St. Tropez

Południe Francji, znane przede wszystkim przez Lazurowe Wybrzeże, to kolejny punkt, jaki Wole(j)maluch wyznaczył sobie na swojej europejskiej trasie. Młodzi często jadą w nieznane, nie planując wcześniej, gdzie się zatrzymają. Tak też było tym razem, kiedy dotarli do Cassis, miejscowości z kilkoma pięknymi plażami, zupełnie odbiegającymi od tych, które widzieli w Hiszpanii. Były one małe i dzikie, ukryte wśród skał. Aby przejść z jednej na drugą, trzeba było wspinać się po skałkach. Najtrudniej mieli nudyści, bo plaża dla preferujących nagie kąpiele, była najbardziej oddalona. Warto tam zajrzeć, szczególnie po to, aby odpocząć od zatłoczonych, turystycznych miejsc. Oczywiście, o plażówce nie było tam mowy, ale zawsze można poodbijać w wodzie! Całkiem przypadkowo trafili także do miejscowości, kojarzonej przez was zapewne z wakacyjnego hitu sprzed kilku lat, Saint Tropez. Wyprawa Wole(j)maluch jest niskobudżetowa, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o życiu w tym mieście! Jest drogo, a centrum nie stroni od luksusów.

Monaco - najlepsze samochody i jeszcze lepszy piasek

Ekipie z malucha wydawało się, że już Saint Tropez ocieka bogactwem. A dzień później wjechali do Monaco. Drogie samochody i jeszcze droższe jachty zdobią każdy centymetr powierzchni tego miasta. I chociaż ich 25-letni Fiat był tam najstarszy, najtańszy, najwolniejszy i najmniejszy, to budził największe zainteresowanie! Julia, Marcin i Łukasz, choć ochroniarz 3 razy ich wyrzucał, zaparkowali malucha obok jednego z najsłynniejszych kasyn w Europie, gdzie kwiat polskiej motoryzacji prezentował się w towarzystwie takich marek, jak Ferrari, Lamborghini, Bentley i wiele innych. Jakie ogromne było ich zdziwienie, kiedy znajdujący się tam fotograf minął te wszystkie drogie auta i to właśnie maluchowi zaczął robić zdjęcia. Ekipa do dzisiaj jest dumna, że maluch nie zginął wśród tylu miliardów euro. A przecież kupili go za 900 złotych!

Po nocy spędzonej na plaży, pogryzieni przez komary i ptaki, ruszyli na poszukiwania śladów siatkówki! Bardzo szybko okazało się, że w Monaco nie tylko pływa się jachtami i jeździ samochodami za milony, ale także gra w plażówkę! I to nie złotą piłką, ale za to na najlepszym piasku. Zwiedzili już wiele plażowych kortów, ale ten pod względem podłoża był najlepiej przygotowany. Tak czystego i białego piasku mogą pozazdrościć duże ośrodki siatkarskie! Marcin i Łukasz rozegrali zwycięskie spotkanie z przedstawicielami lokalnego klubu AS Monaco. Przy okazji, dowiedzieli się także, że co roku odbywa sie tam duży turniej żeński z pulą nagród odpowiednią dla tego państwa. Odpowiedzialny za to mężczyzna powiedział nam, że byłoby mu bardzo miło zobaczyć za rok jakąś polską parę!

Wszystkie drogi prowadzą malucha do Rzymu

Ekipa Wole(j)maluch początkowo planowała tylko zahaczyć o północną część Włoch, krótko przed startem wyprawy do swojej trasy dodali jednak Rzym. Fiacik musiał po prostu pobyć nieco dłużej w swoim drugim domu! Napotkani Polacy polecili im nie grać w stolicy, a wybrać się do La Spezi, miejscowości położonej nad morzem. Tak też zrobili, rozgrywając tam 2 zwycięskie mecze. To, co pozytywnie ich zakoczyło, to dużo wyższy poziom gry niż w Barcelonie. Przy plaży w La Spezi znajdowały się 4 boiska, a i tak na swoją kolej czekali 2 godziny! Włosi rozpracowali formułę rozgrywek w taki sposób, że wygrana dwójka pozostawała na boisku, przegrani natomiast wymieniali się z kolejną drużyną. Polska para może się pochwalić tym, że ich przeciwnicy wygrali wcześniej 8 meczów z rzędu i to dopiero ekipa Wole(j)maluch po zaciętej walce przerwała ich dobrą passę. Po całej nocy jazdy udało im się dotrzeć do Rzymu. Mimo dużego zmęczenia nie mogli się powstrzymać: jeździli maluchem po zupełnie pustych ulicach Rzymu i Watykanu, odwiedzając po kolei najważniejsze zabytki. Dzięki temu maluch stał przy Bazylice Świętego Piotra, Koloseum i Plaza de Venezia, gdzie znajduje się dawna siedziba Mussoliniego. Jako, że będąc we Włoszech, znajdowali się już coraz bliżej domu, tania pizza i makaron, jakie bez problemu można w stolicy nabyć, ratowały ich budżet. O wysokość mandatu chciała go także pomniejszyć włoska policjantka! Siatkarski maluch jeździł tuż obok Koloseum drogą, która okazała się być przeznaczona wyłącznie dla transportu publicznego. Tym razem urok malucha zadziałał i ekipie udało się uniknąć drugiego mandatu. Rzym to także miasto, w którym ekipę tymczasowo opuścił Marcin, udając się na siatkarski urlop do Polski. Na chwilę zamienił on malucha na samolot po to, aby wziąć udział w Finale Mistrzostw Polski w Siatkówce Plażowej, które w tym czasie odbywały się w Krakowie. Jak się później okazało, podczas pokonywania gór w Szwajcarii nawet tak niewielkie obciążenie, jakie maluchowi ubyło, miało ogromne znaczenie. Ale o tym za chwilę!

Usterka i nadgorliwy dziadek

W drodze do Szwajacarii wydarzyło się to, co wisiało w powietrzu od dawna. Od kilku dni maluch wydawał dziwne dźwięki. A jako, że to konstrukcja typu ,,jak coś odpadnie, to wtedy naprawię" i ,,jak coś się psuje, to słychać", postanowiliśmy poczekać. 50 km od Florencji stukanie było już tak uciążliwe, że Wole(j)maluchowy duet musiał się zatrzymać. Wybrali do tego jedyny dom, na jaki natrafili na trasie. Okazał się on należeć do starszego, włoskiego małżeństwa, którego męska część była bardzo niezadowolona z pobytu ekipy na ich terenie. Ale tylko do czasu, kiedy starszy Pan nie zobaczył konstrukcji malucha! Trudna komunikacja w języku włoskim sprawiała, że ekipa rozumiała jedynie słowo ,,problema", które dziadek nieustannie powtarzał. Koniec końców starszy Pan niestety zamiast pomóc, nieświadomie maluchowi zaszkodził, przez co wizyta u włoskiego małżeństwa przeciągnęła się do kilku godzin. Kiedy Łukasz walczył z wymianą piasty w lewym, tylnym kole i nadgorliwym dziadkiem, Julia oglądała telenowele z Panią domu i na migi próbowała z nią porozmawiać. Zbawieniem okazał się internetowy translator. Cała historia zakończyła się pomyślnie, piasta wymieniona, więc siatkarski maluch wyruszył na dalszy podbój europejskich państw!

Szwajcaria

W tym państwie wszystko zmieniło się o 180 stopni. Wcześniej z okien malucha podziwiali oni plaże i skaliste wybrzeża, a upał sprawiał, że woda w maluchu wrzała, teraz natomiast ukazały im się ogromne góry, wodospady i deszcz! Z tego kraju na pewno zapamiętają jedno: Szwajcaria jest piękna.

Jak maluch pokonywał góry

W pojedynku maluch vs. góry na szczęście to polska motoryzacja zwyciężyła. Ale jaki to był ciężki bój! Julia i Łukasz postanowili nie iść na łatwiznę i wybrać ciekawszą pod względem krajobrazu, ale także trudniejszą trasę, z ominięciem autostrad. Dzięki temu, a może raczej należałoby napisać, przez to, mieli dzień pełen wrażeń! Maluch wspiął się na wysokość ponad 2000 m i wciąż jeździ. Nie można nazwać tej podróży bezproblemową, bo malczan pokonywał 15 km w 1,5 godziny, jadąc 20 km/h, z przerwami co chwilę. Ale liczy się końcowy efekt! Kiedy Julia i Łukasz zobaczyli drogę w dół, kamień spadł im z serca. Nie ukrywają, że widzieli już malucha w drodze do Polski, z tym, że... na lawecie. Celem na ten dzień było dotarcie do Berna, więc mimo wcześniejszych trudności, chcieli go zrealizować. W mgle i deszczu pokonywali kolejne wzniesienie, kiedy na ekranie ich GPS pokazała się informacja o innym środku transportu. Okazało się bowiem, że jedyną możliwością, aby przedrzeć się przez Alpy, jest pociąg dla samochodów! Zapakowali więc malucha do wagonu i ostatnim pociągiem udali się w 15-minutową podróż tunelem wyrytym w ogromnej górze. Ciekawe przeżycie! Nieopodal stacji warto udać się nad Blausee, czyli krystalicznie czyste jezioro z błękitno-turkusową wodą.

Berno i siatkarki Zurych

Po górskiej przeprawie siatkarski maluch dotarł do stolicy Szwajcarii. Berno zdecydowanie odbiega od stereotypowych miast stołecznych: jest mniejsze, mniej zatłoczone i bardzo spokojne, dzięki czemu zdecydowanie ma swój urok. Ciekawostką jest, że to właśnie tam Albert Einstein w swoim mieszkaniu wymyślił teorię względności, czym Berno bez wątpienia się szczyci. Znajduje się tam muzeum Einsteina, a jego wizerunek zdobi witryny sklepowe i przeróżne pamiątki. Poza tym, dookoła miasta przebiega rzeka, która również słynie ze swojej czystości. Znalazła ona także inne, siatkarskie zastosowanie! Tuż obok niej znajdują się boiska do plażówki. W nocy do stolicy dotarł też Marcin, a więc ekipa ponownie była w komplecie. Swój siatkarski obowiązek zagrania w każdym państwie postanowili spełnić w Zurychu, rozgrywając mecz ze szwajcarsko-brazylijską parą. Okazało się, że jest tam dużo boisk, trzeba tylko wiedzieć, na które się wybrać. Niektóre są bowiem płatne, a więc mniej oblegane. Szwajcarzy upodobali sobie chyba boiska przy rzece, bo w tym mieście ponownie na takie trafiliśmy. Z perspektywy Polaka nie wydaje się to na pierwszy rzut oka zbyt atrakcyjne, po chwili jednak okazuje się, że szwajcarskie rzeki znacząco od polskich odbiegają. Są czyste i ogrodzone, a przede wszystkim przystosowane do kąpieli. Obok znajdowały się drabinki, trampoliny, a także leżaki z parasolami. W tak przyjaznym środowisku ekipie z malucha udało się zwyciężyć!

Liechtenstein - państwo wielkości miasteczka

W tym nieco ponad 30 tysięcznym państwie ekipa nie liczyła na znalezienie boisk! Obawiali się, że podobnie, jak na Gibraltarze, pomimo wielu starań, rozegranie meczu będzie niemożliwe. Pozytywnie się zaskoczyli! Nie dość, że w miejscowości Mauren znajdowały się 3 boiska, to jeszcze udało się znaleźć chętnych do gry! Oczywiście, mecz był raczej towarzyski, ale zaowocował nowymi znajomościami. Siatkarze z malucha dowiedzieli się, że wbrew pozorom w Lichtensteinie znajduje się kilka obiektów, na których można grać w plażówkę

Ucieczka przed górami

Mimo że wyprawę Wole(j)maluch Julia, Marcin i Łukasz planowali przez pół roku, jest ona dość spontaniczna. Ekipa miała dotrzeć do Innsbrucku, jednak od lokalnych mieszkańców dowiedzieli się, że tunel, który wyryto w ogromnej górze, jest tymczasowo zamknięty i jedyna droga, jaka do Innsbrucku prowadzi, to 45-minut wspinania się autem po górę. Dla ich malucha, który ma zaledwie 24 konie mechaniczne, taki odcinek to jak zabójstwo, dlatego musieli nieco zmodyfikować swoją trasę. Z Liechtensteinu pojechali do Monachium, a stamtąd do Wiednia.

Coraz bliżej Polski - Austria

Przedostatnie państwo na ich trasie z piękną stolicą! Wiedeń zachwycił ekipę już od pierwszego momentu. Jest tam tyle zabytków, że tak naprawdę na początku nie wiadomo, na co spojrzeć. A chcąc uchwycić wszystko, trzebaby nie odrywać się od aparatu! Na tak pozytywny odbiór miasta nie bez znaczenia była ilość boisk do plażówki, jakie można w Wiedniu znaleźć! Mieszkający tam Polak zdradził im, że w Wiedniu są aż 42 miejsca, gdzie znajdują się boiska. Marcin i Łukasz grali na takim, na którym było 9 kortów. Na jednym z nich stoczyli pojedynek z Klemensem i Kazikiem.

Projekt Wole(j)maluch Eurotrip dobiega powoli końca, przed młodymi podróżnikami ostatnie państwo - Czechy. Po 50-dniach podróży, wielu siatkarskich pojedynkach i maluchowych usterkach Julia, Marcin i Łukasz wracają do Polski, a już teraz myślą o tym, czym zająć się po powrocie. Może za rok siatkarski maluch odwiedzi inny kontynent?

Autor: Julia Brudło

Czytaj również