MŚ w Wiedniu: koniec marzeń o medalu Łosiaka i Kantora

Świetna dyspozycja Kantora i Łosiaka zaprowadziła ich do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Tam na ich drodze stanęli najlepsi Austriacy – Doppler i Horst. Niesieni niesamowitym dopingiem dziesięciu tysięcy gardeł rywale wyczyniali na boisku cuda.
FIVB

Bartosz Łosiak/Piotr Kantor – Clemens Doppler/Alexander Horst

Po tym jak z Mistrzostwami Świata pożegnali się Fijałek i Bryl oraz Prudel i Kujawiak, Łosiak i Kantor byli jedyną szansą naszej reprezentacji na zdobycie medalu. Patrząc jak dotąd prezentowali się w Wiedniu, mogłoby się zdawać, że podium jest w ich zasięgu. W ćwierćfinale przyszło im jednak zmierzyć się z najlepszą drużyną gospodarzy – Dopplerem i Horstem. Mierzący dwa metry Clemens i jego czternaście centymetrów niższy partner w turnieju rozstawieni zostali z numerem dwunastym. Zawodnicy ci kończą w tym roku odpowiednio trzydzieści siedem i trzydzieści pięć lat, mieli zatem świadomość, że może być to ich ostatnia szansa na zdobycie medalu na takiej imprezie. W zupełnie innej sytuacji są dwudziestopięcioletni Piotr i Bartosz, dla których były to pierwsze seniorskie rozgrywki tej rangi. Poznali oni też już smak złota, gdy w 2013 roku triumfowali w Mistrzostwach Świata do lat 23. Olbrzymią przewagą gospodarzy była dziesięciotysięczna publiczność, która szalała na trybunach. Poniosła ich już ona do zwycięstw między innymi z Brunnerem i Patersonem czy Jeffersonem i Cherifem, a dziś miała zamiar zrobić wszystko, by ich ulubieńcy weszli do najlepszej czwórki. Obu ekipom zadania nie ułatwiała pogoda – piasek rozgrzany był do pięcdziesięciu stopni Celsjusza.

Lepiej spotkanie rozpoczęli Austriacy, którzy po asie serwisowym Horsta prowadzili 3:5. Remis dla naszej kadry odzyskał Kantor, blokując Dopplera (6:6). Mecz od początku był bardzo wyrównany, a żadna z drużyn nie była w stanie osiągnąć wysokiej przewagi. Sędzia zaprosił zawodników na przerwę techniczną przy stanie 10:11. Biało-czerwoni zdołali minimalnie odskoczyć rywalom po bloku i udanej kontrze (14:12). Gdy set zbliżał się do finału, zagrywką zapunktował Clemens i znów mieliśmy remis (17:17). Bartek i Piotrek poprosili o czas. Po powrocie na boisko dwumetrowiec z Austrii popisał się kontrą i wynik odwrócił się na jego korzyść (17:18). Po kilku kolejnych akcjach było 19:19 i zanosiło się na długą grę na przewagi. Polacy mieli swoje szanse w tej fazie seta, ale po dobrej grze w obronie, nie potrafili skończyć swoich ataków i to cały czas ich przeciwnicy prowadzili jednym punktem (21:22). Nadzieje polskich kibiców odżyły, gdy ich ulubieńcy mieli w górze piłkę na przełamanie, ale Clemens czapą wybił im to z głowy (26:27). Po ośmiu niewykorzystanych piłkach setowych przez gospodarzy, zawodnik ten pomylił się w ataku i to nasi siatkarze mieli jedno oczko zapasu (28:27). Miejscowi poprosili jeszcze o challenge, ale potwierdził on tylko wcześniejszą decyzję arbitra. Nadal trwała jednak zażarta walka o zwycięstwo w pierwszej odsłonie meczu (31:31). O zdobyciu tej partii przez Polaków przesądził łut szczęścia. Przy stanie 32:31 zagrywka Łosiaka zahaczyła taśmę i wpadła w boisku zaskoczonych rywali (33:31). Nasi reprezentanci popisali się stalowymi nerwami, nie dając złamać się świetnie grającym Austriakom, ani dziesięciu tysiącom wspierających ich kibiców.

Jeśli ktoś myślał, że porażka w tak niefortunnych okolicznościach podłamie gospodarzy, niestety nie miał racji. Po aucie i kontrze Horsta oraz niecelnym ataku Bartka, prowadzili oni 3:6. Polacy wzięli się za odrabianie strat. Po dobrej obronie, palcami przez plecy zagrał Piotrek, czym kompletnie zaskoczył rywali (5:6). Podczas tej akcji doszło do niecodziennego zdarzenie – Łosiak fruwając w obronie, kolanem zerwał linię i ekipa techniczna musiała szybko ją zreperować. Po dobrym bloku Kantora naszym siatkarzom wreszcie udało się wyrównać (8:8), ale po nieudanym przyjęciu jego partnera pięknym za nadobne odpowiedział Doppler i ulubieńcy wiedeńskiej publiczności znów byli minimalnie lepsi (9:11). Gdy po serwisie Alexandra piłka przesmyknęła się po siatce, Austriacy mieli już trzy punkty zapasu (10:13). Na domiat złego Clemens zatrzymał atak Łosiaka i sytuacja biało-czerwonych zrobiła się bardzo trudna (14:18). Trzeba oddać oponentom, że w tym fragmencie spotkania popisywali się oni niesamowitą skutecznością, nie dając odrobić Polakom ani punktu (16:20). Nadzieje na wyrównanie odżyły po asie serwisowym Kantora (18:20), ale było już za późno aby uratować tę partię (18:21). 

Był to czwarty tie break w wykonaniu Piotrka i Bartka, jak dotąd wszystkie udało im się wygrywać. Set ten zaczął się od bloku Kantora (1:0), po chwili Doppler nie trafił w boisko, ale nasz zawodnik dotknął siatki i zamiast 3:1, było 2:2. Czarne chmury zaczęły zbierać się nad Polakami przy stanie 3:2. Gospodarze pewnie skończyli swój atak, a następnie Clemens popisał się blokiem (3:5). Nasi kadrowicze poprosili o czas, ale po powrocie na boisko oddali oni rywalom trzy kolejne punkty i sytuacja zrobiła się dramatyczna (3:8). Biało-czerwoni zdołali jeszcze przycisnąć przeciwników i za sprawą dwóch kontr i autu Dopplera, zdołal zmniejszyć dystans do jednego oczka (7:8). Po przerwie na żądanie dla Austriaków zablokowali oni Kantora i wyprowadzili skuteczną kontrę i byli już tylko o krok od zwycięstwa (7:11). Od tego momentu zagrali oni bezbłędnie, pewnie kończąc wszystkie swoje ataki, co doprowadziło ich do ostatecznego triumfu w tym spotkaniu (11:15). Kantor i Łosiak mają czego żałować bo przebieg meczu pokazał, że rywale zdecydowanie byli w ich zasięgu. Niesieni dopingiem fantastycznej publiczności gospodarze wyczyniali dziś jednak na boisku cuda, które dały im awans do najlepszej czwórki. Polacy zrobili wszystko, co było dziś w ich mocy. Pocieszająca jest ich twarda postawa w końcówce pierwszej partii, kiedy nie pozwolili oponentom skończyć ośmiu piłek setowych. Mecz z Austriakami trwał aż osiemdziesiąt minut i jest jak dotąd zdecydowanie najdłuższym spotkaniem całych mistrzostw.

Mecze ćwierćfinałowe mężczyzn

Bardzo interesujące były również pozostałe spotkania ćwierćfinałowe. Turniej życia rozgrywa czarny koń turnieju – Varenhorst i Van Garderen. Rozstawieni dopiero z numerem 45. Holendrzy ograli dotąd między innymi Alvaro Filho i Saymona, Gonzaleza i Nivaldo czy Virgena i Ontiverosa. Gdy dziś po przeciwnej stronie siatki stanęli Herrera i Gavira, wydawało się że piękny sen Kopciuszka zostanie brutalnie zakończony. Hiszpanie prowadzili nawet 1:0 (20:22), ale Maarten i Christiaan doprowadzili do tie breaka (21:19), którego zwyciężyli 16:14. Trzy setowe spotkanie oglądaliśmy również w rywalizacji brazylijsko-kanadyjskiej, w której Evandro i Andre wyeliminowali Saxtona i Schalka (17:21, 22:20, 15:10). Na tym etapie rozgrywek polegli również jedni z faworytów do medalu. Dalhausser i Lucena musieli dziś uznać wyższość Liamina i Krasilnikova, którzy oddali im odpowiednio piętnaście i osiemnaście punktów. W jutrzejszych półfinałach Rosjanie zmierzą się z Dopplerem i Horstem, a Varenhorst i Van Garderen powalczą z Evandro/Andre.

Niemki Mistrzyniami Świata

Gdy w najlepszej ósemce kobiet zostały tylko dwie pary z Europy, martwiliśmy się o formę naszego kontynentu. Laura Ludwig i Kira Walkenhorst pokazały jednak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. We wczorajszym półfinale, bez straty seta ograły one turniejową jedynkę (Larissa/Talita), a dziś 2:1 pokonały April Ross i Lauren Fendrick. W pierwszym secie minimalnie lepsze były Amerykanki (19:21), ale od tego momentu na boisku dominowały już tylko Europejki, które wygrały 21:13 i 15:9. W meczu o brąz Brazylijki 18:16 w tie breaku pokonały kanadyjską parę Pavan/Humana-Paredes. Za zdobycie złotych medali Niemki zgarnęły 60000 dolarów oraz 1600 punktów do rankingu. Ross i Fendrick – oprócz srebra – otrzymały 45000 dolarów oraz 1280 punktów. Za najniższy stopień podium Larissa i Talita zostały nagrodzone 35000 dolarów oraz 960 punktami. Czwarte Kanadyjki zapewniły sobie 28000 dolarów i 800 punktów.

Decydujące rozstrzygnięcia turnieju męskiego

Już jutro poznamy Mistrzów Świata w kategorii mężczyzn. Holendrzy z Brazylijczykami zmierzą się o godzinie 10:00, około 11:00 na stadionie głównym o wejście do finału powalczą Austriacy i Rosjanie. Spośród tych drużyn najwyżej rozstawieni w rankingu są Evandro i Andre (4.) oraz Liamin i Krasilnikov (6.). Niewiele niżej sklasyfikowani są Doppler i Horst (12.), którzy wspierani przez fenomenalną publiczność, wspinają się w Wiedniu na wyżyny swoich umiejętności. Varenhorst i Van Garderen udowodnili już kilkukrotnie, że zestawienia te nie mają jednak żadnego znaczenia i będą chcieli sprawić kolejne dwie niespodzianki. Pomimo tego, że wielu faworytów do medalu już pożegnało się z turniejem, kibice są świadkami świetnego sportowego widowiska, a wszystkie ekipy, które zapewniły sobie miejsce w najlepszej czwórce niejednokrotnie udowodniły już, że zasługują na podium. Mimo, że w turnieju nie ma już Polaków, jutrzejsze spotkania zapowiadają się niezwykle interesująco. 

Autor: Jacek Kubiak

Czytaj również