MŚ w Wiedniu: Kantor i Łosiak meldują się w 1/8

FIVB

Wszystkie trzy polskie zespoły zgodnie awansowały do 1/16 finału. Dziś czekał ich jednak bardzo ciężki dzień. Herrera/Gavira, Jefferson/Cherif i Virgen/Ontiveros to rywale z najwyższej półki. Trudno jednak oczekiwać słabszych na tym etapie Mistrzostw Świata. Jeśli którąś naszą parę można było nazwać lekkimi faworytami, to jedynie Łosiaka i Kantora. Z silnym akcentem na słowo lekkimi. Podobnego zdania byli bukmacherzy, którzy szanse Bartosza i Piotra ocenili na 1,35 do 2,75. Na Prudla i Kujawiaka kurs wynosił 3,2 do 1,25, a na Fijałka i Bryla 2,40 do 1,45. Naszym zdaniem najtrudniejszymi przeciwnikami powinni być jednak Hiszpanie, którzy znakomicie prezentują się w Wiedniu.  

Mariusz Prudel/Kacper Kujawiak – Jefferson Santos Pereira/Cherif Younousse

Gramy u siebie! Polacy, gramy u siebie! – takimi okrzykami przywitali kibice Prudla i Kujawiaka podczas meczu z Jefferson/Cherif. Przypomnijmy, że Katarczycy są rozstawieni w Wiedniu z numerem 23., ale w rozgrywkach grupowych pewnie pokonali Samoilovsa i Smedinsa, Bockermana i Fluggena oraz Charly i Golindano. Nasi siatkarze dobrze weszli w to spotkanie i po kilku piłkach prowadzili 3:1. Po autowym plasie Kacpra i udanej kontrze rywali to oni byli na prowadzeniu (3:4). Przewaga w tym fragmencie seta wahała się jeszcze kilkukrotnie – choćby za sprawą bloku Mariusza (5:4) i asie serwisowym między naszych zawodników (7:8). Po dobrej obronie Kujawiaka zakończonej atakiem po bloku, na przerwie technicznej nasza reprezentacja wygrywała 11:10. Po chwili udało się podwyższyć rezultat do 14:12 po niecelnym ataku Cherifa. Stan rywalizacji wyrównał się po raz kolejny po minalnym aucie Polaków (17:17). W kluczowym momencie tej partii pomylił się Prudel i Katarczycy znów byli na prowadzeniu (19:20). Na domiar złego w tym momencie Mariusz został zablokowany i to nasi rywale zwyciężyli pierwszą odsłonę tego meczu (19:21). 

Drugiego seta znów minimalnie lepiej zaczęli biało-czerwoni (2:0), ale bardzo szybko przeciwnicy wyrównali (3:3). Po ataku Mariusza z drugiej piłki, nasi kadrowicze ponownie byli górą (7:5). Po autowym ataku Katarczyków Polacy wypracowali sobie najwyższą zaliczkę w tym meczu (9:6). Za każdym razem gdy udawało się odjechać przeciwnikom, błyskawicznie doprowadzali oni do remisu. Tak również było i w tym przypadku (9:9). W tej fazie meczu rywalizacja zdecydowanie się wyrównała. Na przerwę techniczną zawodnicy schodzili przy stanie 11:10. Siatkarze z kraju szejków dobrą kontrą przeciągnęli szalę na swoją stronę (14:15). Po ich autowym ataku Prudel i Kujawiak odzyskali przewagę (16:15), co pobudziło polskich kibiców. Niestety, po dwóch nieskończonych atakach Mariusza (aut i blok), rywale – uzyskali dwa punkty zapasu (17:19). Gdy wydawało się, że drugi set zakończy się podobnie jak pierwszy, biało-czerwoni świetnym blokiem doprowadzili do wyrównania (20:20). Przyciśnięci Azjaci zaczęli popełniać błędy. Najpierw posłali piłkę w aut, następnie wpadli w siatkę, ale cały czas pozostawali w grze (22:21). Szybko jednak poprawili oni swoją dyspozycję, wygrywając trzy kolejne akcje z rzędu. Atak z przechodzącej piłki i blok na Kujawiaku dały im awans do 1/8 finału (23:25). Jefferson i Cherif byli faworytami tego spotkania, aczkolwiek minalne rozmiary porażki naszych zawodników powodują spory niedosyt. Mariusz i Kacper tym samym zostali sklasyfikowani na miejscach 17-32.  

Piotr Kantor/Bartosz Łosiak – Lombardo Ontiveros/Juan Virgen

Kilkanaście minut po 17:30 na boisku pojawili się Łosiak i Kantor. Po przeciwnej stronie siatki stanęli Ontiveros i Virgen. Meksykanie w Wiedniu rozstawieni zostali z numerem 21., ale już w rozgrywkach grupowych udowodnili, że są w dobrej dyspozycji. Zajęli w nich co prawda trzecie miejsce, ale po dwóch zwycięstwach i jednej porażce zadecydowały o tym małe punkty. Zawodnicy ci ze świetnej strony pokazali się również w World Tourze w Olsztynie, w którym stanęli na najniższym stopniu podium. Ich widowiskowa gra szybko przysporzyła im sympatię na trybunach. Publiczność musiała im również wybaczyć zwycięstwo nad Bartoszem i Piotrem 1:2. Było to jednak spotkanie o pierwsze miejsce w grupie, o zupełnie innej wadze niż dzisiejsze (oba zespoły były pewne awansu do fazy play off, ale zwycięzca trafiał od razu do drugiej rundy). Byliśmy jednak przekonani, że nasi siatkarze wyciągnęli z tej lekcji wnioski, które zaprocentują w dzisiejszym spotkaniu.

Polacy zaliczyli wymarzony początek pierwszego seta (4:1). Po asie serwisowym Łosiaka i aucie rywali prowadzili już 7:2. Gdy Meksykanie kontrą próbowali zmniejszyć straty (8:4), natychmiast otrzymywali konkretną odpowiedź (10:4). Po kolejnej silnej zagrywce, Polacy pewnie skończyli darmową piłkę i mieli już siedem punktów zapasu (11:4). W polu serwisowym szalał Bartosz, który zdobył w tym elemencie dwa kolejne oczka. Chwilę wcześniej w ten sam sposób zapunktował jego partner i jeśli ktoś liczył na zwycięstwo zawodników z Ameryki Środkowej, musiał zmierzyć się z rzeczywistością (16:6). Koncert gry biało-czerwonych trwał do końca tej partii, którą pewnie wygrali 21:12 po dobrym ataku do skosu Kantora.

Po łatwym triumfie w pierwszym secie, polscy kibice spodziewali się podobnego przebiegu drugiej odsłony spotkania. Na prowadzenie wyszli jednak Meksykanie, którzy zaskoczyli naszych reprezentantów zagrywką między dwóch zawodników (5:7). Kantor dobrym blokiem odzyskał remis (8:8), ale dwie kolejne czapy Virgena oddały przewagę rywalom (8:10). Po dwóch autach Piotra wynik zaczął robić się niekorzystny (8:12). Siatkarze poprosili o czas. Po przerwie po kontrze przeciwników oraz ataku w siatkę Polaków sędzia wskazał na wynik 9:15. Zmobilizowało to biało-czerwonych do lepszej gry. Skuteczną zagrywką i udaną kontrą udało się zmniejszyć przewagę oponentów do trzech oczek (12:15). Po przerwie na żądanie nasi siatkarze byli o krok od wyrównania (16:17), w kluczowym momencie atak w aut posłał jednak Kantor i zamiast 18:19, zrobiło się 17:20. Takiej okazji Virgen i Ontiveros nie mogli zmarnować i po chwili było już 1:1 w setach (18:21).

Polskim kibicom przypomniał się mecz z Olsztyna. Pewne zwycięstwo ich ulubieńców w pierwszym secie, niespodziewana porażka w drugim i tie break. W stolicy województwa warmińsko-mazurskiego trzecią partię wygrali jednak Meksykanie. Publiczność w Wiedniu nawet nie chciała o tym myśleć. Bartosz i Piotr wysunęli się na prowadzenie po dobrym bloku tego drugiego (3:2). Po widowiskowej kontrze jego partnera i skończeniu przechodzącej piłki zaliczka powiększyła się do trzech oczek (9:6). Po udanej akcji Ontiverosa pozostał już tylko jeden punkt zapasu (9:8), ale potężny atak z drugiej piłki Bartka i blok Piotrka oddały naszym graczom wyższe prowadzenie (12:9). Jak się później okazało do końca meczu punktowali już tylko Polacy. Błąd rywali, zagrywka po taśmie i as serwisowy Łosiaka dały naszym zawodnikom awans do 1/8 finału. Po zdobyciu ostatniego punktu Bartek wskazał ręką na dopingujących ich kibiców, dziękując im tym gestem za wsparcie. 

Grzegorz Fijałek/Michał Bryl – Pablo Herrera Allepuz/Adrian Gavira Collado

Najtrudniejsze zadanie czekało na Fijałka i Bryla. Ich przeciwnikami byli doświadczeni Herrera i Gavira. Hiszpanie w Mistrzostwach Świata rozstawieni są z numerem 9. Co ciekawe obaj mierzą 193 centymetry, przez co od czasu do czasu zamieniają się w bloku i obronie. Ich najlepsze osiągnięcie w tym sezonie to drugie miejsce w Haadze, ale za wyjątkiem turnieju w Gstaad (17. miejsce) ostatni raz poza piewszą szesnastką byli w marcu 2016 roku. Grzegorz i Michał musieli się więc wspiąć na wyżyny swoich możliwości, ale pokonanie rywali nie było niemożliwe. 

Początek meczu należał do faworytów (1:3), Fijałek asem serwisowym doprowadził jednak do wyrównania (3:3). Remis utrzymywał się przez kilka kolejnych akcji (7:7), aż w walce na siatce lepsi okazali się Hiszpanie (7:9). Po autowym ataku Bryla ich przewaga wynosiła już trzy punkty (8:11). Po przerwie technicznej (9:12) w boisko nie trafił Herrera i biało-czerwoni tracili do rywali już tylko dwa oczka (10:12). Po udanej kontrze, południowcy znów mieli bezpieczniejszą zaliczkę na swoim koncie (13:16). Gdy wszystko wskazywało na to, że nasza kadra polegnie w pierwszej partii, oponenci posłali piłkę w aut, po czym dali się zablokować i na tablicy wyświetlił się rezultat 17:17. Nadzieje w polskim sektorze publiczności nie odżyły jednak na długo. W decydującym momencie seta Gavira posłał fenomenalną zagrywkę między dwóch naszych graczy, pod samą linię końcową, co dało jego ekipie wynik 18:20. Szansę na wygranie seta Hiszpanie wykorzystali błyskawicznie, zwyciężając 19:21. 

Początek drugiej partii był wyrównany (3:3). Po udanym bloku i kontrze rankingowa dziewiątka miała minimalną przewagę (6:8). Gdy Adrian dołożył do tego zagrywkę po taśmie, rezultat zaczął wymykać się Polakom spod kontroli (8:11). Po niecelnym oraz zablokowanym ataku rywali, kolejna piłka nie przeszła na polską stronę siatki, co dało naszym graczom remis (16:16). Do stanu 18:19 toczyła się walka punkt za punkt. Niestety w tak ważnym momencie Bryl minimalnie przestrzelił i południowcy mieli piłkę meczową (18:20). Podobnie jak w pierwszym secie pewnie wykorzystali oni swoją szansę i zwyciężyli 19:21. 

Polscy kibice mieli w tym spotkaniu swoje powody do radości. Ich siatkarze nie odbiegali poziomem od faworytów i bardzo długo prowadzili wyrównany pojedynek z doświadczonymi Hiszpanami. W kluczowych momentach setów jeden nieduży błąd powodował jednak, że to rywale byli dziś górą. Podobnie jak w przypadku Prudla i Kujawiaka pozostaje lekki niedosyt, ale to normalne uczucie kiedy przegrywasz obie partie zaledwie dwoma punktami. Coraz głośniejsi i liczniejsi Polacy na widowni będą musieli skupić się teraz na dopingowaniu Łosiaka i Kantora. Ich następnymi rywalami będą Koekelkoren i Van Walle, którzy niespodziewanie wyeliminowali dziś z turnieju Brouwera i Meeuwsena. 

Runda pełna niespodzianek u kobiet i mężczyzn

1/16 finału Mistrzostw Świata okazała się być pełna niespodzianek. Oprócz wspomnianych Holendrów z turniejem pożegnali się dziś również Gibb/Crabb, którzy 0:2 przegrali z McHugh/Schumann. Dłużej w Wiedniu planowali na pewno pozostać Nicolai i Lupo, którzy w takim samym stosunku przegrali z Pedlow/Schachter. Twarde warunki postawili Brazylijczykom gospodarze. Skazywani na pożarcie przez Pedro i Guto – Ermacora i Pristauz-Telsnigg ulegli dopiero na przewagi w tie breaku (21:23, 21:16, 17:15). Sensacją dnia było natomiast wyeliminowanie przez Varenhorsta i Van Garderena jednych z faworytów do złota – Alvaro Filho i Saymona. Brazylijczycy nie ugrali nawet seta i muszą wracać do domu. Najciekawiej zapowiadały się dziś spotkania Dalhaussera i Luceny z Rangieri/Carambula oraz Samoilovsa i Smedinsa z Hyden/Doherty. W amerykańsko-włoskim meczu 2:0 triumfowali Philip i Nicholas. Więcej emocji było w drugim wymienionym pojedynku. Dopiero po tie breaku do 1/8 finału awansowali Łotysze. 

Rundę dalej są kobiety. Bez straty seta do ćwierćfinału awansowały: Maria Antonelli/Carol, Ludwig/Walkenhorst, Pavan/Humana-Paredes oraz Laboureur/Sude. Nadspodziewanie gładko Larissa/Talita  pokonały Heidrich/Verge-Depre. Po trzydziestu siedmiu minutach Szwajcarki skapitulowały, zdobywając odpowiednio 19 i 16 punktów w poszczególnych partiach. Aż trzy mecze kończyły się tie breakami. W takim stosunku Summer/Sweat odprawiły z kwitkiem Kolocova/Kvalipova. W ich ślady poszły Wilkerson/Bansley (2:1 z Lidy/Leila) oraz Ross/Fendrick (2:1 z Hermannova/Slukova). Takie rozstrzygnięcia oznaczają, że w grze pozostały drużyny zaledwie z czterech krajów. Pośród Brazylii, Stanów Zjednoczonych i Kanady honoru starego kontynentu bronić będą Niemki. Wszystkie te nacje mają w ćwierćfinałach po dwie swoje reprezentancje, szanse są zatem sprawiedliwe. W najgorszej sytuacji są kobiety z kraju kawy, które w kolejnej rundzie zmierzą się między sobą. Jedno jest pewne – w Mistrzostwach Świata robi się coraz ciekawiej.

Autor: Jacek Kubiak


Czytaj również