Gstaad: Nieudane eliminacje polskich par

Ledwo zakończył się pięciogwiazdkowy turniej w Porec, a najlepsi siatkarze plażowi z całego świata udali się na kolejny World Tour o najwyższej randze. Do Szwajcarii pojechało pięć polskich par, z czego aż trzy musiały rozpoczynać rywalizację od eliminacji.
FIVB

World Tour w Szwajcarii na stałe zagościł już w kalendarzu FIVB. Gstaad to malownicza miejscowość położona w południowo-zachodniej części kraju, półtorej godziny drogi samochodem z Berna. Trudno o bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy, także na podróż trzeba liczyć około 4 godzin. Gdyby ktoś wybierał się samochodem, już dawno powinien być w podróży. Ze stolicy Polski jedzie się tam około 15 godzin, a trasa liczy ponad 1500 kilometrów. Podobnie jak w Porec swoją chęć uczestnictwa w zawodach zgłosiło 5 polskich drużyn. Kołosińska i Gruszczyńska oraz Prudel i Kujawiak udział rozpoczynać musieli od kwalikacji. Taki sam los spotkał Rudola i Szałankiewicza, którzy po fenomenalnym występie w Chorwacji mogli liczyć na to, że zdobyte punkty pozwolą im zacząć rozgrywki od turnieju głównego. Okazało się jednak, że podzielili oni los Kingi i JagJefferson/Cherifody oraz Mariusza i Kacpra.  

Wszystkie nasze zespoły potrzebowały tylko jednego zwycięstwa do awansu do fazy grupowej. Trudno jednak mówić o korzystnym losowaniu. Teoretycznie najłatwiejsze zadanie miały Kołosińska i Gruszczyńska, którym przyszło się zmierzyć z Makhno/Makhno. Ukrainki zajmują 82. miejsce w światowym rankingu i lokalni kibice spodziewali się, że już po meczu z Flier/van Iersel pożegnają się one z turniejem. Holenderki jednak niespodziewanie uległy rywalkom 0:2. W pierwszym secie Polki zdawały się kontrolować sytuację. Nie uzyskały co prawda spektakularnej przewagi, ale wygrały 21:18 i z nadziejami wyszły na boisko na drugą partię. Makhno/Makhno zaczęły jednak grać jeszcze skuteczniej i po nerwowej końcówce pokonały Kingę i Jagodę 20:22. Tie break również był bardzo zacięty i niestety zakończył się zwycięstwem Ukrainek. Boli nie tylko porażka z niżej notowanymi przeciwniczkami, ale również jej rozmiar – decydujący set zakończył się 18:20. 

Szczęścia w tym sezonie nie mają Prudel i Kujawiak. W Porec nie udało im się wejść do turnieju głównego i po losowaniu w Gstaad wiele osób ponownie skazywało ich na pożarcie. Nic dziwnego, skoro ich rywalami byli Rangieri i Carambula. Włosi w tym sezonie zagrali tylko w 3 World Tourach, a w Chorwacji pożegnali się z zawodami już w fazie grupowej, tak więc ich obecny ranking nie jest zbyt zadowalający. Kwestią czasu jest jednak odbudowanie ich pozycji. Polacy – mając świadomość jak trudne czeka ich zadanie – odpowiednio zmobilizowali się do tego spotkania. Niespodzianka była blisko, ale ostatecznie to siatkarze z południa Europy świętowali awans do dalszego etapu rozgrywek (21:23, 18:21)

Szybko w nowej rzeczywistości musieli odnaleźć się Rudol i Szałankiewicz. Jeszcze przed chwilą byli w ćwierćfinale pięciogwiazdkowego World Touru w Porec, a chwilę później musieli walczyć w kwalifikacjach. W decydującym meczu spotkali się z Jefferson/Cherif. Katarczycy to doświadczony zespół, który niejednokrotnie napsuł już krwi wyżej notowanym oponentom. Będący w wyśmienitej formie Jakub i Maciej byli lekkimi faworytami tej rywalizacji. Po bardzo wyrównanym pojedynku niestety górą byli siatkarze z kraju szejków. Mecz trwał blisko godzinę i zakończył się wynikiem 1:2 (21:19, 18:21, 12:15). To oznacza, że wszystkie nasze zespoły, które wzięły udział w eliminacjach pożegnały się już ze Szwajcarskim turniejem. Polskim kibicom pozostaje wspieranie dwóch naszych par, które rozpoczną zawody jutro – Łosiakowi i Kantorowi oraz Fijałkowi i Brylowi. Miejmy nadzieję, że pójdzie im w Gstaad zdecydowanie lepiej niż ich kolegom z reprezentacji. 

Autor: Jacek Kubiak

Czytaj również